Jeśli jest Ci potrzebne moje CV - spójrz w prawo - możesz pobrać pliki - do wyboru 3 formaty dla miłośników Microsoftu - Word .doc, Linuksowców OpenOffice .sxw, oraz Adobe Acrobat .pdf . Dla wielbicieli plików spakowanych mix spakowany .zip CV Krzysztof Kacprzycki - Plik DOCCV Krzysztof Kacprzycki - Plik PDFCV Krzysztof Kacprzycki - Plik SXWCV Krzysztof Kacprzycki - Plik ZIP
          Urodziłem się 29 marca 1977 roku w karetce pogotowia na drodze do szpitala w Nidzicy. Pierwszym miejscem zamieszkania było miejsce o Nazwie Łyński Młyn. Jak sama nazwa podpowiada - było to miejsce usytuowane nad rzeką Łyną niedaleko jej źródeł. Drugie miejsce w którym dane było mi spędzać lata dzieciństwa była Leśniczówka usytuowana na kolonii miejscowości Kurki - 17 kilometrów od Olsztynka.     I wtedy nastąpił to okres w moim życiu z którego pochodzą pierwsze przebłyski wspomnień, okres uczęszczania do "pięciolatków" , "0" i pomiar czau pędzonego w tym miejscu zamieszkania kończy się na połowie roku szkolnego w 4 klasie podstawówki - szkoła w Olsztynku. Należy tu jeszcze wspomnieć, że Pięciolatki i 0 - to okres moich wizyt w placówce edukacyjnej umiejscowionej w miejscowości Ząbie. Klasa 1-3 to dojazdy tzw: "Szkolniakiem" do miejscowości Swaderki. Leśniczówka mieściła się kilometr od miejscowości, położona malownicza pod lasem niopodal jeziora.     Okres mieszkania w miejscowości Kurki to czas w którym częstym gościem byłem w Olsztyńskim szpitalu, 3 migdałek, zapalenie płuc itp. W "0" dwumiesięczny pobyt w sanatorium zaowocował wzmocnieniem organizmu i tak już poważne przypadłości zdrowotne mnie nie dotykają. Przeprowadzka do miejscowości Szkotowo - znów niedaleko jeziora - centrum miejscowości. Tu miejsce na pierwsze kolonie, nowe znajomości czas szybko biegnie na pomaganiu rodzicom, wiele czytałem.
I tak oto nastał czas szkoły średniej ,starałem się najpierw do Liceum Ekonomicznego - ale na szczęście nie udało się i wylądowałem w Technikum Kolejowym w Olsztynie. Mieszkałem w internacie na ulicy Kopernika - codziennie piesze spacery na Wojska Polskiego. Wiele ciekawych sytuacji mnie spotkało w tym czasie, zrobiłem prawo jazdy (sam na nie zapracowałem - satysfakcja wielka) W tym to okresie zauważyłem ,że wielką radość sprawia mi bezinteresowne pomaganie innym. Pomagałem i w nauce i w czym się tylko dało. Było wiele tzw. 18, urodzin, spotkań i prywatek.
Przez rok czasu byłem wytrwałym uczniem sztuk walki od pięciu do sześciu dni w tygodniu trening, przy tym zabawa świetna - jesli ktoś nie wie co z sobą zrobić olecam AIKIDO nie tylko dla cieła to szkoła - medytacje, i przyjemność z ruchu tak można to w 2 słowach określić.
I teraz do bardziej aktualnej przestrzenie czasowej ,studia zaczynałem na Akademi Rolniczo Technicznej w Olsztynie, a kończę na Uniwersytecie. Kierunek Budownictwo - ciężka sprawa choć ludzi wielu tam ciekawych i specjalistów wielkich. Oprócz nauki moją uwage (a może głównie) przykuło życie akademickie. Byłem często wszedzie tam gdzie się coś ciekawego działo, wszelkiego typu występy artystyczne otarłem się nawet o Zespół Pieśni i Tańca Kortowo. Szukałem dla siebie miejsca. Działałem społecznie samorządowo: byłem starostą, przewodniczącym Wydziałowej Komisji Stypendialnej, Przewodniczącym Uczelnianej Odwoławczej Komisji Stypendialnej, Sekretarzem RUSS, Pełnomocnikiem RUSS ds. Internetu i Sieci Teleinformatycznych, Członkiem Rady Informatycznej UWM, Członkiem Senatu UWM, Członkiem Rady Wydziału Nauk Technicznych, Administratorem Sieci w Akademiku i wiele pomniejszych funkcji pełniłem które zabierały czas a niewiele wnosiły w rozwój mej osobowosci.
Wiele radości sprawiło mi uzyskanie Patentu Żeglarza Jachtowego - mój sposób na wakacje kilka lat z rzedu - wysilek fizyczny ale ukojenie dla duszy, wypoczynek psychiczny -polecam wszystkim.
W wyniku zainteresowania działalnością społeczną wstąpiłem do Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Zapoznawałem się z działaniem partii politycznych w Olsztynie. Zostałem przewodniczącym Koła SLD Uniwersytet. To cześć życia akademickiego "społecznego" oprócz niego istnieje rzeczywistość o której wiele spraw nie dało mi zapomnieć. Od 2 roku studiów pracowałem gdzie tylko się dało. Pracę na studiach rozpoczołem od Warmińskiej Studenckiej Spółdzieli Pracy - wszelkiego rodzaju wykonywane tam były operacje - od prac porządkowych, po budowlane - zarobki nie były najgorsze. Oprócz spoldzielni pracowałem w wakacje w wielu rożnych firmach w wiekszości budowlanych. Pracowałem przy remoncie w Olsztyńskim SUPONIE, I ocieplanie a Ostródzie robiłem. Poznawałem praktycznie budownictwo. Podczas praktyk studenckich walczyłem z remontemzakładu czapniczego. WIele ciekawych rzeczy robiłem - i zarobiłem na swój pierwszy komputer - wciągnęło mnie i w ten oto sposób zaczoł się nowy rozdział w życiu - fascynacja informatyką - która do tej pory trwa.

Wspomnieć tu również powinienem o pracy i współpracy z firmą Jacka Nowickiego - wiele się w tym czasie nauczyłem, razem z komplami setki okien wstawiliśmy - zadowolenie po obu stronach występowało.
          Tu przejdę do bardziej osobistych spraw - Poznałem na studiach Dorotkę z ktorą jestm już wiele lat - nazywam ją Niunia - kochana osóbka - choć potrafi nieźle czasem dopiec - ale podobno kobiety już tak mają, że czują się lepiej jak czasem pokrzyczą ;-) Dorotka to towarzysz mojego życia - łobuziak z którym niejedną chwilę się spedziło, ale z wielką radością. Przechodząc dalej tropem spraw bardziej osobistych jest parę osób z którymi się człowiek z takiej lub innej przyczyny emocjonalnie związał. Mam kilku dobrych kumpli na których można zawsze liczyć - dzieki wam za to stare wiarusy - jest kilka koleżanek, które zawsze pomagały i mam nadzieję zawsze pomagać będą i wiedzą o tym, że dla nich czas zawsze mam i miał będę.

I tak po krótce dotarłem do 2004 roku - praca zawodowa się rozpoczeła - najpierw firma GlobProjekt - czego ja tam nie robiłem, od pracy fizycznej, poprzez bycie doradcą klienta po projektowanie wszelkiego rodzaju sieci komputerowych, serwis urządzeń komputerowych itp, itd. Wytrwałem tam prawie pół roku - gdy nastał czas ze potrafiłem być w pracy po 32 godziny bez przerwy - trzeba było powiedzieć stop - bo w takich wypadkach traci się najwięcej - nie tylko zdrowie ale i przyjaciół bo sięnie ma dla nich czasu. Styczeń 2005 to początek pracy w OR ARiMR praca ciężka wiele było i trzeba się uczyć, ale ludzie z którymi się pracuje rewelacja. Zawsze można liczyć na pomoc i to nie tylko w sprawach czysto służbowych. Jak będzie tylko chwila to będę pisał, uaktualnienia, z czasem dodam jakieś rysunki, fotki i więcej własnych opowiadań by nie zapomnieć i rzeczach co były ważne i ważne jeszcze długo będą.

Polecam |  xxxxxx |  xxxxxxx |  xxxxxxxx